- 4 lutego, 2026
- admin
- 0 komentarzy
- 25 Wyświetleń
- 0 Polubień
- Aktualności
Sędzia musi mieć grubą skórę. Strasburg staje po stronie prasy!
Czy dziennikarz ma prawo pisać ostro o sędziach? Czy wolno używać ironii, prowokacyjnych metafor i języka, który nie mieści się w urzędniczych standardach poprawności? I wreszcie – czy ochrona dobrego imienia sędziego może prowadzić do finansowego kneblowania mediów?
Na te pytania po raz kolejny odpowiedział Europejski Trybunał Praw Człowieka, jasno stając po stronie wolności prasy.
Sprawa, którą rozpatrywał Trybunał, dotyczyła chorwackiego tygodnika Narodni List. W 2008 roku gazeta opublikowała artykuł krytykujący działania jednego z lokalnych sędziów. Autorzy tekstu zwrócili uwagę na jego udział w przyjęciu zorganizowanym przez kontrowersyjnego biznesmena – wydarzeniu, które mogło rodzić uzasadnione pytania o konflikt interesów. Przypomniano również wcześniejszą sprawę, gdy ten sam sędzia wydał nakaz przeszukania redakcji tygodnika po sporze z inną sędzią, która zarzucała fotoreporterowi bezprawne wykonywanie zdjęć.
Nakaz przeszukania nazwano wprost „nielegalnym”, a samo wejście policji do redakcji opisano jako „najazd hordy policjantów”. Artykuł opatrzono prowokacyjnym tytułem: „Trzeba zakuć sędziego B. w dyby”.
Sędzia nie pozostał bierny. Wytoczył wydawcy proces o ochronę dóbr osobistych i wygrał przed sądami krajowymi. Te uznały, że artykuł naruszał jego dobre imię i zasądziły na jego rzecz 50 tysięcy chorwackich kun zadośćuczynienia – kwotę bardzo wysoką jak na realia lokalne. Dla wydawcy oznaczało to dotkliwą porażkę finansową, ale sprawa nie zakończyła się na poziomie krajowym. Trafiła do Strasburga.
Trybunał nie miał wątpliwości: doszło do naruszenia art. 10 Konwencji o prawach człowieka, gwarantującego wolność wyrażania opinii. W uzasadnieniu podkreślono przede wszystkim, że funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości jest tematem bezsprzecznie leżącym w interesie publicznym. Debata na ten temat powinna być możliwie szeroka, a ingerencje państwa – wyjątkowo powściągliwe.
Trybunał przypomniał również, że choć sędziowie – z uwagi na autorytet sądów i zaufanie społeczne – wymagają pewnego poziomu ochrony, nie oznacza to, że są wyjęci spod krytyki. Przeciwnie: jako osoby pełniące funkcje publiczne muszą liczyć się z tym, że ich działania będą oceniane, komentowane i poddawane ostrej analizie przez media.
Kluczowe było to, że sądy chorwackie skupiły się niemal wyłącznie na tonie artykułu, uznając go za obraźliwy, nie badając przy tym, czy zawarte w nim oceny miały jakąkolwiek podstawę faktyczną. Tymczasem – jak podkreślił Trybunał – wolność słowa obejmuje nie tylko wypowiedzi wyważone i neutralne, ale także przesadę, ironię i prowokację. Język publicystyki rządzi się innymi prawami niż język orzeczeń sądowych.
Sformułowania takie jak „najazd hordy policjantów” czy metafora „zakucia w dyby” zostały uznane za uszczypliwe, lecz nie za zniewagę samą w sobie. Były elementem publicystycznej krytyki i mieściły się w granicach debaty publicznej. Ostra forma nie przekreśla bowiem ochrony wynikającej z art. 10 Konwencji, o ile wypowiedź nie jest całkowicie oderwana od faktów i nie nawołuje do nienawiści czy przemocy.
Szczególnie istotny był również wymiar finansowy sprawy. Trybunał zwrócił uwagę, że zasądzone 50 tysięcy kun odpowiadało w Chorwacji około dwóm trzecim kwoty przyznawanej za śmierć rodzeństwa. Tak wysoka sankcja – zdaniem sędziów ze Strasburga – mogła wywołać tzw. „efekt mrożący”, zniechęcając dziennikarzy do podejmowania krytyki wymiaru sprawiedliwości i prowadząc do autocenzury.
A to już uderza nie tylko w konkretne medium, lecz w całą debatę publiczną.
Choć sprawa dotyczy Chorwacji, jej znaczenie jest uniwersalne – także dla Polski. W naszym porządku prawnym ochrona dóbr osobistych funkcjonariuszy publicznych bywa interpretowana bardzo szeroko, a krytyka władzy – również sądowniczej – często spotyka się z reakcją prawną. Orzeczenie Strasburga po raz kolejny pokazuje jednak, że w demokratycznym państwie prawa to wolność słowa, wolność prasy i interes opinii publicznej w uzyskiwaniu informacji muszą mieć pierwszeństwo.
Wniosek jest prosty, choć dla niektórych niewygodny: sędziowie, podobnie jak inni funkcjonariusze państwa, muszą mieć znacznie „grubszą skórę” niż zwykli obywatele. Krytyka ich działań nie musi być delikatna ani dyplomatyczna. Wystarczy, że nie jest rażąco bezpodstawna.
A prasa – nawet gdy używa ostrych słów – nie może być finansowo karana w sposób, który zniechęca do mówienia prawdy.


